Garaż przestał być pomieszczeniem, w którym jedynym odbiornikiem prądu była żarówka pod sufitem. Dziś stoi tam kompresor, ładowarka do akumulatora, często ładowarka samochodowa, a do tego elektronarzędzia akumulatorowe, które ładują się po kilka godzin. Instalacja z czasów budowy domu nie była pod to projektowana.
Zanim dołoży się kolejne urządzenie, warto policzyć, ile ten garaż realnie pobiera i czy obwód, z którego korzysta, jest w stanie to udźwignąć. To rachunek na kartce, do którego wystarczy tabliczka znamionowa każdego sprzętu.
Co ile pobiera i co z tego wynika
Kompresor tłokowy o typowej dla garażu wydajności pobiera przy pracy około dwóch kilowatów, a przy rozruchu wielokrotność tej wartości przez ułamek sekundy. Ładowarka do akumulatora samochodowego to zwykle kilkaset watów, ładowarka do auta elektrycznego przy zasilaniu jednofazowym kilka kilowatów przez wiele godzin.
Sumowanie mocy wszystkich urządzeń nie ma sensu, bo rzadko pracują jednocześnie. Sens ma sprawdzenie, co może zadziałać naraz: ładowarka samochodowa pracująca w nocy i kompresor uruchomiony rano to dwa różne scenariusze, ale ładowarka i kompresor w tej samej chwili już nie.
Z tego rachunku wychodzi zwykle jeden wniosek: urządzenia o dużym poborze potrzebują własnych obwodów. Dołożenie ich przy okazji innych prac kosztuje niewiele, a rozwiązuje problem wybijających zabezpieczeń raz na zawsze.
Narzędzia zasilane i te, które wystarczają bez prądu
W garażu obok sprzętu zasilanego stoi zawsze kilka narzędzi, które nie potrzebują prądu i właśnie dlatego są najczęściej używane. Zwykły klucz francuzki leży w każdej skrzynce, bo zastępuje kilka rozmiarów kluczy płaskich i sprawdza się przy nietypowych wymiarach, których nie ma w komplecie.
Jego wadą jest luz szczęk, rosnący z wiekiem narzędzia, który przy mocno dokręconym połączeniu kończy się oblizaniem krawędzi nakrętki. Dlatego przy odkręcaniu elementów zapieczonych sięga się po klucz nasadowy, a nastawny zostawia do miejsc, gdzie nic innego nie wchodzi.
Druga grupa to narzędzia akumulatorowe. Wygoda jest bezdyskusyjna, ale przy pracy ciągłej, na przykład przy szlifowaniu, urządzenie sieciowe nadal wygrywa mocą i tym, że nie trzeba czekać na ładowanie. W garażu sensowny jest podział: akumulatorowe do prac krótkich i w ciasnych miejscach, sieciowe do roboty na godziny.
Trzecia grupa to sprzęt pomiarowy. W garażu z elektroniką miernik jest narzędziem podstawowym, a nie luksusowym, bo bez niego diagnostyka sprowadza się do wymiany części po kolei. Jego pobór jest pomijalny, za to oszczędności wynikające z trafnej diagnozy bywają liczone w setkach złotych.
Przedłużacz, który jest wąskim gardłem
Najczęstszy błąd w garażu to zasilanie mocnego urządzenia przez przedłużacz zwinięty na bębnie. Przewód zwinięty grzeje się, a przy zbyt małym przekroju powoduje spadek napięcia, przez który silnik pracuje gorzej i głośniej.
Zasada jest prosta: bęben rozwija się całkowicie, a przekrój dobiera do mocy urządzenia i długości przewodu. Przy kilkunastu metrach i mocy powyżej dwóch kilowatów przewód o małym przekroju jest tylko z nazwy przedłużaczem.
Docelowo lepiej mieć gniazda tam, gdzie stoi sprzęt. Kilka dodatkowych punktów w garażu kosztuje przy pracach niewiele, a eliminuje przedłużacze leżące na posadzce, po której jeździ się autem i chodzi z narzędziami.
Ładowanie auta w garażu
Ładowanie z gniazda domowego jest rozwiązaniem awaryjnym. Zwykłe gniazdo nie jest projektowane do wielogodzinnego poboru bliskiego maksimum i przy codziennym używaniu jego styki degradują się, co objawia się nagrzewaniem wtyczki.
Docelowo montuje się punkt ładowania z własnym obwodem i właściwym zabezpieczeniem różnicowoprądowym. To robota dla elektryka z uprawnieniami, także dlatego, że wpływa na bilans mocy całego przyłącza i wymaga zgłoszenia.
Przy okazji warto sprawdzić stan całej instalacji w garażu. Jeśli ma ona kilkadziesiąt lat, dołożenie odbiornika o dużej mocy jest dobrym momentem na pomiary i na wymianę tego, co się nie nadaje.
Warto też sprawdzić, jak zachowuje się instalacja przy jednoczesnej pracy ładowarki i ogrzewania elektrycznego, jeśli garaż jest dogrzewany zimą. To najczęstszy scenariusz przeciążenia w miesiącach, w których i jedno, i drugie pracuje najdłużej.
Bezpieczeństwo, o którym zapomina się w garażu
Garaż jest pomieszczeniem wilgotnym i zapylonym, a często też miejscem, gdzie stoi paliwo w kanistrze i leżą szmaty nasączone olejem. Osprzęt dobiera się więc o wyższym stopniu ochrony, a gniazda montuje na wysokości, która ogranicza zachlapanie.
Wyłącznik różnicowoprądowy w garażu jest elementem, którego brak zdarza się w starszych instalacjach zaskakująco często. Jego dołożenie jest tanie i w pomieszczeniu, w którym pracuje się przy wilgoci, ma bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo.
Trzecia rzecz to gaśnica i miejsce, w którym stoi. W garażu z ładowarką i kompresorem to nie jest przesada, tylko standardowe wyposażenie. Narzędzia i osprzęt elektryczny z parametrami podanymi wprost prowadzi hurtownia Onninen, a karty produktów znajdziesz na www.onninen.pl.